Kiedy polsko-amerykański inżynier Paul Baran rozpoczynał w 1959 pracę nad nową technologią komunikacji nie podejrzewał zapewne, że stworzy podwaliny największego medium. Rozwiązanie, które miało przetrwać realne wówczas zagrożenie ataku jądrowego, przechodzi dziś jeden z największych testów wytrzymałości. Czy podoła?

Coraz mniej z nas pamięta w ogóle czasy “przed” internetem. Jest on naszym głównym narzędziem pracy, komunikacji czy zakupów - ostatnio również tych codziennych. Trudno zresztą porównać aktualną sytuację do czegokolwiek, z czym ludzkość musiała mierzyć się do tej pory. Puste sale konferencyjne, echo na szkolnych korytarzach, parkingi galerii handlowych bez samochodów. Ludzie masowo przenieśli się do internetu, który został poddany wielkiej próbie.

Co się dzieje na świecie?

W Korei Południowej czy wybranych stanach USA ruch w internecie odnotował w ostatnich dniach wzrost o 10%. W Europie dane są znacznie wyższe. Hiszpańscy operatorzy telefonii komórkowej odnotowali w ostatnim czasie wzrost ruchu o ponad 50%. Użytkownicy proszeni są o przenoszenie aktywności wymagających dużej przepustowości łącza, np korzystania z portali video, poza godziny szczytu.
W najbardziej dotkniętych pandemią Włoszech ruch wzrósł średnio o 30, a w skrajnych przypadkach aż o 70%. Skok generowany był głównie przez graczy Fortnite. W tym samym czasie platforma dla graczy Steam odnotowała największy ruch w historii, z 20 milionami użytkowników zalogowanych jednocześnie.

Z powodu przeciążenia przekaz internetowy był czasowo zakłócony i utrudniony. Największe komunikatory przestały działać. Pięciokrotny wzrost ruchu na platformie Microsoft Teams (którą rekomendują również polskie placówki edukacyjne) sprawił, że infrastruktura nie wytrzymała przeciążenia i miała przejściowe problemy z działaniem. Kiedy Internet zaczął odmawiać posłuszeństwa, zrobiło się nerwowo.

Ze względu na wzmożony ruch, wielu użytkowników raportowało zakłócenia w pracy aplikacji Microsoft Teams (źródło: www.downdetector.com)

Firmy i szkoły przeciążyły internet.


Zarówno globalna, jak i lokalna infrastruktura są z założenia gotowe na spore obciążenia. Zwiększone zapotrzebowanie na zasoby internetu zakładane jest na konkretne pory dnia lub duże wydarzenia, planowane z odpowiednim wyprzedzeniem. Ale na aktualną sytuację przygotować się było trudno. W momencie zamknięcia szkół i wysłania pracowników do domu internet z dnia na dzień został poddany wielkiej próbie wydajności.


Aktualny ruch w godzinach przedpołudniowych w środku tygodnia jeszcze jakiś czas temu odnotowywany był tylko w niedzielny wieczór. Klasowy przeniosły się w całości do wirtualnego świata, a firmy zamieniły spotkania twarzą w twarz w wideokonferencje. Amerykańscy operatorzy wytaczają więc ciężkie działa: zwiększają zasoby i udostępniają dodatkowe moce. Wszystko po to, by umożliwić dostęp do usług online wszystkim swoim klientom. System do prowadzenia konferencji Cisco Webex, który w związku z sytuacją udostępnił dodatkowe, bezpłatne plany, już odnotował wzrost ruchu o 80%.

Aktualna sytuacja jest jednak bezprecedensowa i stanowi wąskie gardło nie tylko dla największych operatorów, ale też po drugiej stronie, czyli dla infrastruktury użytkowników. Ostatni odcinek sieci internetowej na osiedlu czy w akademiku może mieć zbyt małą przepustowość, by obsłużyć setki równoległych wideokonferencji. Aby odciążyć łącza, jeden z unijnych komisarzy zwrócił się bezpośrednio do prezesa platformy Netflix Reeda Hastings z prośbą o ograniczenie jakości streamingu, co finalnie zakończyło się wprowadzeniem gorszej jakości strumieniowania dla użytkowników.

Kolej na e-commerce?

Gdy z dnia na dzień zamknięto niemal wszystkie stacjonarne punkty handlowe, ruch przeniósł się do internetu. Sprzedaż on-line dla wielu firm stanowi teraz jedyne źródło dochodu. Aby pobudzić popyt i zminimalizować i tak ogromne już straty, sprzedawcy rozpoczęli zakrojone na szeroką skalę akcje promocyjne. Wielu szacuje, że ruch w ich sklepach internetowych może osiągnąć poziom porównywalny z sezonem świątecznym czy okresem wyprzedaży.

Wzmożona ilość wizyt na platformie e-commerce to dla ich właścicieli kolejne wyzwanie. O ile na sezonowe piki sprzedażowe można się przygotować, o tyle sytuacji związanej z pandemią, a tym bardziej zachowań konsumentów, przewidzieć się nie dało. Na niektórych platformach doszło już prawdopodobnie do niezamierzonych ataków DDoS, czyli blokady działania serwisu, spowodowanej wzmożonym ruchem. Definicja DDoS zakłada atak przeprowadzony w złej intencji, tutaj jednak działanie zaburzył zbyt duży ruch w witrynie. Brytyjski supermarket Ocado zawiesił operacje na swojej stronie, bo nie był w stanie obsłużyć tak dużego zapotrzebowania. Problemy miała też nasza rodzima platforma pyszne.pl.

Potrzebne dodatkowe zasoby.

Niestety, przypisywanie odpowiednich zasobów nie jest sytuacją prostą. W dobie tak wielkiego popytu firmy, które nie zadbały o odpowiednio skalowalną infrastrukturę z wyprzedzeniem, mogą być skazane na czekanie na dodatkową moc obliczeniową i zasoby nawet tygodniami. Obronną ręką z sytuacji powinny wyjść firmy, które wcześniej wdrożyły technologie optymalizujące przeglądanie sklepu po stronie użytkownika i pomagające im samym radzić sobie z dużymi skokami sprzedaży.

Technologia Progressive Web Apps, którą promuje Google, jest jednym z rozwiązań przyśpieszających działanie strony internetowej i przekonujących do pozostania na niej większą ilość klientów.

Przeprowadzenie testu Lighthouse umożliwia zweryfikowanie wydajności strony i obszarów do poprawy. (źródło: www.hardbeans.com)

Google przygotował też listę dobrych praktyk, które należy uwzględnić, aby sklep w technologii PWA był dla użytkowników wygodny. Należą do nich między innymi ograniczenie rozmiaru plików multimedialnych (poprzez użycie nowoczesnych formatów), czy umożliwienie przeglądania sklepu offline, co może być istotne szczególnie w czasie, gdy jakość łącza jest niepewna. Wdrożenie PWA nie tylko pozostawia lepsze wrażenie na klientach, ale ogranicza też liczbę wymaganych zasobów, co finalnie przekłada się na oszczędność kosztów utrzymania infrastruktury.

Kolejnym zagrożeniem dla sprzedawców są nagłe piki sprzedażowe, które są wynikiem organizowanych, często spontanicznie, akcji promocyjnych. Jednym z rozwiązań, które sprzedawcy mogą wykorzystać, jest kolejna technologia Google - Kubernetes. Umożliwia ona dynamiczne balansowanie zasobami, wymaganymi do obsługi dużego ruchu. Chociaż nie jest to jeszcze technologia tak powszechnie wykorzystywana jak PWA, to coraz więcej firm zaczyna dostrzegać jej korzyści.

Odpowiednie przygotowanie wszystkich elementów jest jednak czasochłonne. Czy firmy, które tego nie zrobiły, złapią zadyszkę?

Zdjęcie: Unsplash